|
Muzeum i park w Kozłówce
Coraz cieplej…no a przynajmniej tak powinno być patrząc na kalendarz.
Naiwnie wierząc, że pogoda ma coś wspólnego z kalendarzem, 29 maja
wybraliśmy się z naszymi podopiecznymi do Kozłówki. Zwiedzaliśmy przepiękne
wnętrza pałacu, podziwialiśmy kaplicę i zespół parkowo – pałacowy. Chyba
wszyscy jakoś mieliśmy świadomość, że „nasze” dzieciaki nie mają okazji, by
zwiedzać muzea. Bo to za trudne, bo przerasta możliwości dotyczące szkolnych
wycieczek i wreszcie – wymaga ogromnej elastyczności od przewodników. Ale
się udało. Dzieciaki obejrzały coś pięknego, a potem była strawa dla ciała,
czyli wielki grill. Postarała się o to gorliwie pani Olga Kornacka i
zapewniamy, że nie byliśmy w stanie zjeść wszystkiego, co zostało
przygotowane na naszą wizytę, a było nas sporo. Eskapada udała się
świetnie…prawie świetnie. Prawie, bo chyba miejscowy szaman pokpił sprawę i
cały czas padał deszcz. Na szczęście ekipa organizująca grilla okazała się
doskonale przygotowana na każdą okazję i deszcz nie okazał się przeszkodą w
konsumpcji. Szczere wyrazy uznania. I jeszcze jedno
„prawie”. Kiedy stałyśmy z koleżanką przed okienkiem po odbiór biletów, jakaś
pani z kolejki głośno wyraziła swoje zdanie: „A na co to z dziećmi
niepełnosprawnymi do muzeum”. Coś tak dziwnie zakłuło, bo co można powiedzieć w
takim momencie? Chyba tylko: „A na to, proszę pani, żeby te dzieci zobaczyły coś
poza światem czterech ścian własnego mieszkania czy własnym podwórkiem, bo tak się składa, że potrafią odbierać świat
wszystkimi zmysłami znacznie lepiej niż my, nawet jeśli robią to inaczej.
Przecież inny nie znaczy gorszy”.
Nie powiedziałyśmy tego, nie było takiej
potrzeby. Jednak optymistyczne jest to że reszta kolejki zgromiła panią, wyrażając swoje oburzenie jej postawą.
A nam pozostaje tylko życzyć tej pani…dużo zdrowia.

.
|
|